Trzy miasta. Bukareszt. Braszów. Sighisoara.

Znacie już historię podróży przez Polskę, życia z sympatycznymi kierowcami tirów i moje wrażenia z Rumunii. Dziś czas na ostatnią część relacji z mojej autostopowej wyprawy do kraju Drakuli – mowa o trzech miastach, które dane mi było odwiedzić w maju.

Gdy pożegnałyśmy się z Jarkiem i Markiem na obwodnicy Bukaresztu (który wcale a wcale nie był nam po drodze w początkowym planie wycieczki) miałyśmy z Martą do wyboru dwie opcje dostania się do centrum: iść (poinstruowane przez kierowców) na przystanek autobusowy „całkiem niedaleko”, albo dotrzeć do podmiejskiego dworca kolejowego i wsiąść w pociąg. Toteż niewiele myśląc, wyszłyśmy na drogę i…wyciągnęłyśmy kciuki w górę. W końcu autostopowy wyjazd do czegoś zobowiązuje, prawda? Po chwili (dosłownie 5 minut) zatrzymał  się mały biały samochodzik. Za kierownicą siedział rosły mężczyzna, koło 40. Po upewnieniu się, gdzie chcemy jechać, kazał nam wsiadać i oznajmił, że zawiezie nas na ten przystanek – bo to wcale nie było niedaleko, tylko jakieś pięć kilometrów. Czytaj dalej Trzy miasta. Bukareszt. Braszów. Sighisoara.

Rumunia to kraj pogranicza. Już nie Europa, ale jeszcze nie Azja.

Dziś kolejna część relacji z wyprawy po Rumunii. Wcześniejsze znajdziecie tutaj: fotorelacja, podróż ku granicyjazda przez Europę ciężarówką i poznanie kultury „tirowców”.

Rumunia to kraj o specyficznej urodzie. Gdybym miała określić ją w dwóch słowach, byłyby to: przestrzeń i owce. Po przekroczeniu granicy naszym oczom ukazały się ciągnące się kilometrami pustkowia. Wszędzie kipi zieleń, droga prowadzi wciąż w górę i dół, bowiem cały teren to nieustanny melanż wzgórz i dolin. Na ich stokach – niezliczone stada owiec. Jezdnie są wąskie, nierzadko wiją się niczym węże. Jak wzrokiem sięgnąć, ani żywej duszy. Gdyby głębiej się nad tym zastanowić, Rumunia to miejsce „na pograniczu”. To już nie Europa, ale jeszcze nie Azja. Inna niż u nas roślinność, bardziej dziko, ludzie bardziej przyjaźni, a jednak – za bardzo tu „cywilizowanie” i „z umiarkowanej strefy”, by mówić
o obcości.

Czytaj dalej Rumunia to kraj pogranicza. Już nie Europa, ale jeszcze nie Azja.

„Ciężarówką przez Europę” – bo kto powiedział, że trzeba się ograniczać?

Po fotorelacji i przeprawie przez Polskę czas na kolejną część reportażu z Rumunii. Gotowi na jazdę bez trzymanki? No to lecimy!

Czytaj dalej „Ciężarówką przez Europę” – bo kto powiedział, że trzeba się ograniczać?

Pojechałam na stopa do Rumunii. Bo mogę!

IMG_1428

Gdy zadasz mi pytanie, co mną kieruje, gdy robię coś, co wykracza poza ramy zwyczajności, odpowiem Ci krótko: „Bo mogę”. Mogę robić sobie tatuaże, które nie będą nic oznaczać,
a jedynie zaspokoją moje poczucie estetyki. Mogę nosić dwie różne skarpetki. Mogę głośno krzyczeć, że coś mi się nie podoba. Mogę jeździć nad morze do obcych ludzi i świetnie się
z nimi bawić. Mogę też jechać na stopa w świat. Robię szalone rzeczy, bo mogę. Bo chcę.
Bo mnie to kręci. Chcesz? Mogę sobie to wytatuować na czole.

Nic mnie nie ogranicza, jestem wolnym człowiekiem i to ja ponoszę konsekwencje swoich decyzji, więc Tobie nic do tego. Może i jestem szurnięta, ale na pewno nie nieodpowiedzialna.

Niedawno zaczęłam żyć. Do pełni szczęścia zostaje mi tylko wyeliminowanie jednej przeszkody. Wreszcie bowiem przestałam dużo mówić, o tym „co zrobię”, a zaczęłam…
to robić. Wiecznie gadałam, że będę podróżować, gdy tymczasem siedziałam w domu, czytałam książki i spoglądałam przez okno. Aż wreszcie nadszedł ten dzień, gdy słowa już nie wystarczyły. Zaczęłam wprowadzać je w czyn.
Już nie mówię, ja działam. Czytaj dalej Pojechałam na stopa do Rumunii. Bo mogę!

Na życie nie ma L4. Fotorelacja z Rumunii.

Witam serdecznie po długiej nieobecności.

Czasem są sprawy, które zaprzątają głowę bardziej niż klikanie w klawiaturę. Życie na przykład. Tak, życie to ciekawe zajęcie. Nie da się go zresetować ani wcisnąć „play/stop”. Nie czeka. I pcha do przodu. Ku miłości. Ku przygodzie. Na życie nie ma L4. Nie ma wymówek, tu brakuje miejsca na „ale”.

Czy w takim razie nie jest ono zbyt trudne do ogarnięcia? Nie! Wystarczy dopasować je do swoich potrzeb (nie, nie na odwrót – nie dostosowujemy siebie samych pod zastane warunki – to warunki mają  być „pod nas”). Przede wszystkim należy marzyć.
I konsekwentnie dążyć do celu. To jedyna recepta na szczęśliwe życie – podążanie za pragnieniami. A że się sparzysz? No i co z tego! Najwyżej przez moment będzie Ci nadzwyczaj ciepło.

Nie traktuj życia jako smutny obowiązek. Traktuj je jak wyzwanie. Codziennie rano
z uśmiechem witaj świat i bierz się z nim za bary. Znajdź w sobie wewnętrzną siłę i wolę walki. I stawiaj czoła wyzwaniom. Może to wydawać się głupie, ale powtarzaj sobie każdego poranka „jaki ten świat jest piękny, a ja jestem szczęśliwym człowiekiem”. To pomaga, naprawdę! Po jakimś czasie takie myślenie wchodzi nam w krew. I zaczyna być prawdą.

Moje życie to rozmowy z bliskimi, miłość, nieprzespane noce pełne rozgorączkowanych słów i myśli oraz podróże. Te małe i duże.

Niedawna – do Rumunii. Na stopa. Coś niesamowitego.

Niedługo będziecie mogli zaznajomić się bliżej z moją wyprawą, dziś – zapraszam Was na fotorelację z autostopowego szaleństwa.

Jeszcze jedna rzecz – wyniki konkursu muzycznego. Nie miałam ostatnio głowy do tego, by porządnie umyć włosy, a już ogarnąć blogosferę to było wyzwanie niczym lot na księżyc.

Zwyciężyła Laura – dziewczyno – chapeaux bas, pięknie napisane 🙂 Płyta leci do Ciebie.

Rumunia – maj 2016

Czytaj dalej Na życie nie ma L4. Fotorelacja z Rumunii.